Moda na cofermenty! Jak je parzyć, żeby wyciągnąć z nich to, co najlepsze?
Share
Nowa fala w świecie kawy
Ferment i tak wyjdzie. Twoim zadaniem jest wyciągnąć kawę spod niego.
Jeszcze kilka lat temu specialty coffee kojarzyło się głównie z terroir — z tym, co kawa "mówi" o miejscu swojego pochodzenia. Dziś do tego dochodzi coraz ważniejszy głos: przetwarzanie. A w jego centrum znalazły się cofermenty, czyli kawy z dodatkami innych składników smakowych - procesowane już na plantacji.
Na czym polega różnica? W klasycznym fermentowaniu kawy — które jest naturalnym etapem obróbki — ziarna po prostu leżakują, a mikroorganizmy robią swoje. W kofermentacji producent celowo dodaje do tego procesu coś ekstra: owoce, soki, drożdże winiarskie, a nawet przyprawy. Kawa "chłonie" te składniki podczas fermentacji i wychodzi z niej z zupełnie nowym charakterem — tropikalnym, owocowym, czasem niemal deserowym.
Na konkursach baristycznych i w menu kawiarni specialty cofermenty są dziś wszędzie. Budzą zachwyt albo kontrowersje — bo to kawa, która potrafi smakować jak mango lassi, bananowy shake albo wino musujące. Dla jednych to ekscytująca eksploracja granic gatunku, dla innych — zbyt daleko od tego, czym kawa "powinna" być. Ale niezależnie od obozu, jedno jest pewne: żeby coferment naprawdę zagrał w filiżance, trzeba wiedzieć, jak go zaparzyć.
Pułapka ostrożnego parzenia
Kawy cofermentowane potrafią pachnieć jak tropikalny koktajl, dojrzałe banany albo wino z odrobiną spirytusu. I właśnie to często nas niepokoi — bo taka intensywność kojarzy się z czymś "przegiętym". W efekcie parząc je, instynktownie próbujemy to poskromić: niżej temperatura, grubiej mielenie, szybciej woda. Żeby nie przesadzić.
Problem w tym, że ta strategia zazwyczaj działa odwrotnie do zamierzonego.
Żeby to zrozumieć, warto wiedzieć, skąd bierze się słodycz w kawie. To nie jest kwestia dosłownego cukru w filiżance — to odczucie zbudowane z kilku rzeczy jednocześnie: aromatów (np. czekolada, karmel), konsystencji napoju, balansu między kwasowością a delikatną goryczą. Żeby to wszystko się pojawiło, potrzebujesz pełniejszej ekstrakcji. Bardziej kompletnej.
Aromaty fermentacyjne — owocowe, alkoholowe, estrowe — są lekkie i rozpuszczają się szybko. Przy zbyt ostrożnym parzeniu to one dominują, bo reszta nie zdążyła dojść do głosu. Efekt: kawa cienka, kwaśno-fermentacyjna, czasem wręcz octowa. Aromat procesu przykrywa wszystko inne, zamiast być jego ozdobą.
Co możesz zmienić w parzeniu
- Wyższa temperatura wody— cieplejsza woda lepiej penetruje cząstki kawy i wyciąga więcej związków odpowiedzialnych za słodycz i ciało
- Drobniejsze mielenie— więcej powierzchni kontaktu, woda dłużej "pracuje" na kawie, zamiast przez nią spływać
- Dłuższy czas parzenia— daje szansę na wyciągnięcie nut karmelowych i czekoladowych, które potrzebują więcej czasu
Nie chodzi o to, żeby tę kawę "zmęczyć" — dużo mieszania, wlewania, wysilania się. Chodzi o spokojniejszą, ale bardziej równomierną ekstrakcję. Żeby każda część kawowej cząsteczki miała szansę oddać to, co ma do dania.
Ferment w cofermentach jest silny — nie musisz go "wyzwalać". On i tak wyjdzie. Twoją pracą jest wyciągnąć kawę spod niego: jej słodycz, ciało, złożoność. Dopiero wtedy aromat procesu ma na czym się oprzeć — i zamiast dominować, staje się tym, czym powinien być: ciekawym akcentem w pełnym, zbalansowanym napoju.
Następnym razem, gdy parzysz coferment i czujesz się niepewnie — zamiast się cofać, spróbuj pójść do przodu. Trochę cieplej, trochę drobniej, trochę dłużej. Często właśnie tam czeka ta słodycz, której szukasz.
A propos cofermentów — nowość w Focusach
Wyjątek od reguły, który sobie zafundowałam na urodziny
Zwykle jestem największą przeciwniczką aromatyzowania kawy. Żadnych dodatków, żadnych "wspomagaczy" aromatu — niech kawa mówi sama za siebie. To moje głębokie przekonanie, które obowiązuje w Focusach od pierwszego dnia.
Ale jaśmin to moje drzewo życia. I kiedy trafiłam na Indonezję suszoną z płatkami jaśminu, coś we mnie drgnęło. To nie jest aromatyzowanie w tym znaczeniu, które mnie odpycha — to fermentacja z obecnością kwiatów, gdzie jaśmin jest częścią procesu, nie naklejką na smak. Trochę jak tort urodzinowy: nie jem go codziennie, ale dziś mogę.
Szczegóły zdradzę niedługo — na razie powiem tylko tyle: jeśli też masz swój kwiat, swoje drzewo, swój zapach z dzieciństwa, być może ta kawa coś w Tobie poruszy.
Oficjalna zapowiedź już wkrótce